Prezydent Trump powtarza jak mantrę, że gospodarka USA jest w fantastycznym położeniu, i że jeszcze nigdy w dziejach ludzkości żadna gospodarka nie była w tak doskonałym stanie. Dopóki jednak 2/3 budżetu trzeba pożyczać, zadłużenie państwa i narodu jest rekordowo wysokie i szybko rośnie, a bank centralny drukuje pieniądze i pompuje je do banków w tempie kilkudziesięciu miliardów dolarów dziennie, dopóty Donaldowi Trumpowi nie dowierzam. Co więcej, uważam, że gospodarka USA jest w głębokim szambie, w które – poprzez mechanizm dolara, jako waluty rezerwowej – wciąga resztę świata. Rykoszetem możemy dostać i my.

Zagrożenie jest tym poważniejsze, że katastrofalnego zadłużenia Stanów Zjednoczonych, mimo gigantycznej podaży pieniędzy pochodzących z drukarń FED-u, zaniżania wartości pieniądza, poprzez zerowe stopy procentowe, a w konsekwencji rosnącą inflację – bez jakichś drastycznych działań – spłacić się nie da. Tym bardziej, że polityka ta, pogłębiając spadek wartości waluty rezerwowej, powoduje zamieszanie na innych rynkach walutowych. Aby się uratować przed katastrofą, Stanom Zjednoczonym pozostaje albo ogłosić niewypłacalność, umorzyć swoje długi i postawić światowy system bankowy w stan upadłości, albo skorzystać z prywatnych zasobów swych obywateli i innych posiadaczy amerykańskich obligacji skarbowych.

Z trwającej aktualnie ofensywy sektora bankowego, na czele z bankiem centralnym widać, że rząd banków nie podda. Jedynym rozwiązaniem jest zatem zabór majątku prywatnego. Od pewnego czasu, najtęższe umysły zastanawiają się, jak to uczynić w miarę bezboleśnie. Zastosowanie wariantu cypryjskiego, czyli prostego zaboru majątku w grę nie wchodzi. Gospodarka USA jest ok. 900 razy większa od cypryjskiej, każde dziecko wie, że  konfiskata taka doprowadziłaby do katastrofy globalnej.

A zatem co zrobią?

Czytając między wierszami w światowych mediach, które nie ukrywają nawet, że są na usługach polityków z tzw. rządu światowego, przebija modna narracja zwana „pieniądzem cyfrowym”, co w rzeczywistości jest próbą likwidacji pieniądza papierowego. Mimo iż wszyscy rozsądni ludzie domagają się likwidacji pieniądza papierowego i zastąpieniu go pieniądzem prawdziwym, czyli złotem/srebrem, rządowi światowemu chodzi o coś innego. On chce zastąpić gotówkę gigantycznym monopolem bankowym, który przejąłby nasz majątek w postaci cyfrowej. Koncept ten nazwano „społeczeństwem bezgotówkowym” –  pisałem o nim na blogu dwa lata  temu; patrz: https://milionerstwo.pl/w-drodze-do-zniewolenia-i/.  Temat ten znalazł się znowu w centrum uwagi, tym razem podczas Światowego Forum Gospodarczego w Davos (koniec stycznia 2020). Coraz głośniej straszy nim polski rząd.

Jeśli więc do dyskusji nad likwidacją gotówki, czyli nad faktycznym odebraniem nam władzy nad majątkiem i wolnością dysponowania nim przystępują Najjaśniejsi Mężowie planety[1], nie pozostaje nam nic innego, jak stąd wiać. Tylko dokąd?

Jedynym ratunkiem przed totalną[2] likwidacją gotówki jest złoto. Dzięki lokatom w złoty bulion możemy ustrzec się przed dewaluacją pieniądza, czy spadkiem jego wartości wywołanym hiperinflacją. Tym, co nam może pokrzyżować szyki może być, wprowadzony przez rząd zakaz posiadania złota i srebra. Taki zakaz[3] miał miejsce w okresie Wielkiego Kryzysu w Stanach Zjednoczonych. Ówczesny prezydent Franklin D. Roosevelt zabronił Amerykanom posiadania bulionu złotego pod groźbą konfiskaty i wysokich kar. Chodziło rzekomo o to, aby – w wyniku panicznych wykupów – nie zabrakło w bankach złota. Wiadomo jednak, że był to tylko pretekst. Gdyby zasoby złota naprawdę zaczęły topnieć, jego cena poszłaby w górę. Wystarczyło zatem uwolnić cenę złota i problemu by nie było. Myślę, że naprawdę chodziło o to, aby nie upadł dolar. Z tego powodu nadal obowiązuje prawo zezwalające rządowi na wprowadzenie zakazu posiadania złota w sytuacjach kryzysów o charakterze ogólnokrajowym. Wspomniany zakaz posiadania złota bulionowego został cofnięty dopiero w 1971 roku, w momencie wycofania się USA ze standardu złota, czyli bezwarunkowej wymienialności dolarów papierowych na złoto.

Czy taki zakaz może nam grozić dzisiaj? Może, choć jest to mało prawdopodobne. O ile w okresie międzywojnia obowiązywał standard złota i wymienialność banknotów na kruszec, o tyle dzisiaj czegoś takiego nie ma. Skomplikowały się też układy międzynarodowe: powstało zasobne w złoto mocarstwo chińskie. Dużymi ilościami złota dysponują Indie, Rosja, Brazylia, a nawet Polska. W prywatnych rękach jest wielokrotnie więcej złotego kruszcu niż było go w 1933 roku na całym globie.

O ile można sobie wyobrazić sytuację, w której – dla ratowania dolara przed upadkiem – Biały Dom zakaże posiadania złota, o tyle trudno będzie zmusić do takiego kroku pozostałe potęgi gospodarcze. Istnieje też pokusa, że dla uniknięcia przyszłych zawirowań, zminimalizowania zadłużenia i uniezależnienia się od waluty amerykańskiej świat powróci do standardu złota i normalności. Wymaga to TYLKO urealnienia ceny złota, które – jak szacują eksperci – poszybuje na poziom ok. 30 – 35 tysięcy dolarów za uncję (wzrost o ok. 2100 procent). Dużo? Tak, dużo! Nie zapominajmy jednak, że złoto kiedyś kosztowało 20 dolarów amerykańskich za uncję, by skoczyć do aktualnego poziomu ok. 1600 dol. Wzrosło więc o 7900 procent. Czy mam dalej wyjaśniać? I właśnie dlatego doradzam czytelnikom Milion Plus by kupowali  złoty bulion! Zresztą srebro też ma niczego sobie przyszłość. Zwykle kosztowało około 1/50 ceny złota[4]. Licząc konserwatywnie, oznacza to cenę od. 600 – 700 dol. za uncję…

Jan M Fijor

Milionerstwo.pl

[1] Aluzja do konferencji w Davos

[2] Zanim do tego dojdzie, najprawdopodobniej upłynie sporo czasu, jako że np. Szwecja, która kilka lat temu weszła na ścieżkę społeczeństwa bezgotówkowego, do gotówki wraca!

[3] Nazywało się to Ustawą nr 6102, uchwalono ją w 1933 roku.

[4] Cena srebra bulionowego w dniu 7 lutego 2020 oscyluje wokół 19 dolarów USA.