Ilu Polaków naprawdę pracuje?
Na pierwszy rzut oka odpowiedź wydaje się prosta. Wystarczy sięgnąć do statystyk zatrudnienia i policzyć wszystkich aktywnych zawodowo.
Ale czy każdy człowiek otrzymujący wynagrodzenie wytwarza dochód, z którego finansowana jest gospodarka?
A może istnieje zasadnicza różnica między pracownikiem przedsiębiorstwa sprzedającego swoje produkty klientom a pracownikiem instytucji finansowanej z podatków?
To właśnie od tego pytania zaczyna się znacznie ciekawsza dyskusja o polskiej gospodarce.
## 37 milionów mieszkańców, około 17 milionów pracujących
W materiale Jan Fijor wychodzi od prostego zestawienia.
Polska liczy około 37 milionów mieszkańców.
Formalnie pracuje około 17 milionów osób.
Pozostała część społeczeństwa to między innymi:
* dzieci i młodzież,
* studenci,
* emeryci,
* osoby niezdolne do pracy,
* osoby bierne zawodowo,
* bezrobotni,
* osoby utrzymujące się z majątku,
* pacjenci szpitali,
* osoby pozostające poza rynkiem pracy.
Już samo to pokazuje, że na jednego pracującego przypada więcej niż jedna osoba, która aktualnie nie osiąga dochodu z pracy.
Ale autor materiału idzie krok dalej.
## Nie każdy pracujący finansuje się z rynku
Najważniejsza teza brzmi:
**nie można wrzucać do jednego worka wszystkich osób formalnie zatrudnionych.**
Pracownik prywatnej firmy otrzymuje wynagrodzenie dlatego, że przedsiębiorstwo wcześniej sprzedało klientom jakiś produkt albo usługę.
Pieniądze muszą pochodzić z rynku.
Klient dobrowolnie kupuje towar.
Firma osiąga przychód.
Z tego przychodu wypłaca pensje, opłaca dostawców i podatki.
Inaczej wygląda sytuacja części sektora publicznego.
Tam wynagrodzenie pochodzi przede wszystkim z podatków i innych dochodów państwa.
Dlatego w publicystycznym rachunku autora powstaje rozróżnienie między:
**osobami pracującymi w sektorze rynkowym**
a
**osobami zatrudnionymi w działalności finansowanej ze środków publicznych.**
## Czy w Polsce „naprawdę pracuje” tylko około 13 milionów osób?
W materiale pada liczba około 13 milionów osób.
Powstaje ona poprzez odjęcie od wszystkich zatrudnionych szeroko rozumianej grupy osób pracujących w sektorze publicznym lub działalności finansowanej ze środków publicznych.
Trzeba jednak jasno zaznaczyć:
**nie jest to oficjalna kategoria statystyczna.**
To ekonomiczno-publicystyczny sposób patrzenia na gospodarkę.
Autor nie twierdzi w tym miejscu, że nauczyciel, lekarz, policjant czy urzędnik dosłownie „nic nie robi”.
Stawia inne pytanie:
**skąd pochodzą pieniądze na jego wynagrodzenie?**
Jeżeli pochodzą z podatków, musiały zostać wcześniej wytworzone i odebrane komuś działającemu w gospodarce rynkowej.
I właśnie na tym opiera się cała argumentacja.
## Jeden pracujący utrzymuje siebie i prawie dwie inne osoby?
Jeżeli przyjąć metodologię przedstawioną w materiale, około 13 milionów osób pracujących w sektorze rynkowym uczestniczy w finansowaniu potrzeb całego społeczeństwa liczącego ponad 37 milionów ludzi.
Autor wyciąga z tego bardzo mocny wniosek:
**na jednego człowieka pracującego w sektorze prywatnym przypada statystycznie on sam oraz około 1,8–1,9 innej osoby.**
Potocznie:
jeden człowiek musi wypracować wartość wystarczającą niemal dla trzech osób.
To oczywiście uproszczenie.
Dziecko jest utrzymywane przez rodziców.
Emeryt może korzystać z oszczędności i świadczeń wynikających z wcześniejszych składek.
Część osób z niepełnosprawnościami pracuje.
Część emerytów nadal jest aktywna zawodowo.
Nie każdy pracownik sektora publicznego może być również traktowany wyłącznie jako koszt.
Mimo tych zastrzeżeń rachunek pokazuje bardzo ważny problem:
**stosunkowo niewielka grupa aktywnych zawodowo musi finansować ogromną liczbę potrzeb całego społeczeństwa.**
## Dziecko, emeryt i urzędnik to trzy różne przypadki
Nie każda osoba niepracująca oznacza ten sam rodzaj obciążenia dla gospodarki.
Dziecko nie pracuje, ponieważ dopiero przygotowuje się do wejścia na rynek pracy.
Student zdobywa kwalifikacje.
Emeryt przez kilkadziesiąt lat wcześniej pracował i płacił składki.
Osoba chora może chwilowo albo trwale nie być zdolna do pracy.
Są też ludzie utrzymujący się z wcześniej zgromadzonych oszczędności czy inwestycji.
Dlatego nie można wrzucić wszystkich do jednej kategorii „utrzymywanych przez państwo”.
Jan Fijor proponuje jednak spojrzenie z punktu widzenia bieżącej produkcji:
**jeżeli ktoś dzisiaj nie wytwarza dóbr lub usług sprzedawanych na rynku, konsumuje coś, co wytworzył ktoś inny albo co sam wytworzył wcześniej.**
## Najbardziej kontrowersyjny przypadek: sektor publiczny
Tutaj zaczyna się najostrzejsza część argumentacji.
Pracownik sektora prywatnego zarabia pieniądze dzięki klientom.
Jeżeli firma nie znajdzie klientów, upadnie.
Jeżeli produkt jest zbyt drogi, ludzie przestaną go kupować.
Jeżeli obsługa jest zła, mogą przejść do konkurencji.
Rynek bardzo szybko weryfikuje użyteczność działania.
W sektorze publicznym ten mechanizm jest znacznie słabszy.
Urzędu nie można po prostu przestać finansować dlatego, że nie odpowiada nam poziom obsługi.
Nie wybieramy konkurencyjnego urzędu skarbowego.
Nie możemy zrezygnować z części obowiązkowych podatków, ponieważ uznaliśmy, że określona instytucja działa źle.
I właśnie brak takiej rynkowej weryfikacji jest jednym z głównych zarzutów formułowanych przez autora.
## Czy pracownik sektora publicznego płaci podatki?
Formalnie oczywiście tak.
Od jego wynagrodzenia również potrącane są podatki i składki.
Jan Fijor zwraca jednak uwagę na ekonomiczną stronę tego mechanizmu.
Jeżeli pensja pracownika publicznego została wcześniej sfinansowana z podatków, część tej samej kwoty wraca następnie do budżetu w formie podatku.
Z perspektywy autora nie powstaje w ten sposób nowa wartość finansująca państwo.
Następuje jedynie przepływ części wcześniej pobranych środków.
To jedna z przyczyn, dla których tak ważne staje się pytanie o wielkość sektora publicznego.
## Problem zaczyna się wtedy, gdy proporcje się zmieniają
Państwo potrzebuje administracji.
Potrzebuje sądów.
Policji.
Wojska.
Szkolnictwa.
Infrastruktury.
Spór nie dotyczy więc tego, czy wszystkie instytucje publiczne powinny zniknąć.
Znacznie ważniejsze pytanie brzmi:
**jak duża część społeczeństwa może być finansowana przez sektor rynkowy, zanim system zacznie nadmiernie obciążać ludzi rzeczywiście generujących dochód?**
Bo im więcej osób trzeba finansować z podatków, tym większe muszą być:
podatki,
składki,
opłaty
albo zadłużenie państwa.
## Dlaczego przeciętny człowiek czuje, że zarabia mało?
Można mieć coraz wyższą pensję, a jednocześnie nie odczuwać poprawy jakości życia.
Dlaczego?
Ponieważ liczy się nie tylko pensja brutto.
Liczy się to, ile zostaje po wszystkich obciążeniach.
Podatek dochodowy.
Składki.
VAT zawarty w cenach produktów.
Akcyza.
Podatki lokalne.
Opłaty.
Koszty regulacji przenoszone przez przedsiębiorstwa na klientów.
Jeżeli duża część wypracowanego dochodu jest redystrybuowana, wzrost produktywności nie musi w pełni przekładać się na wzrost prywatnego majątku.
## Dlaczego przedsiębiorcy są tak ważni?
Przedsiębiorca nie tylko pracuje.
Organizuje również kapitał.
Zatrudnia ludzi.
Ryzykuje własnymi pieniędzmi.
Kupuje maszyny.
Wynajmuje lokale.
Finansuje zapasy.
Szuka klientów.
Jeżeli podejmie złą decyzję, ponosi jej finansowe konsekwencje.
To przedsiębiorstwa tworzą ogromną część dóbr i usług, z których później korzysta całe społeczeństwo.
Dlatego – argumentuje Fijor – zamiast traktować przedsiębiorczość podejrzliwie, państwo powinno stwarzać warunki umożliwiające powstawanie kolejnych firm i kolejnych miejsc pracy.
## Demografia może jeszcze pogłębić problem
Tu dochodzimy do kolejnego zagrożenia.
Polska się starzeje.
Mamy coraz więcej emerytów.
Jednocześnie mniej dzieci.
Jeżeli liczba osób w wieku produkcyjnym będzie malała, a liczba osób pobierających świadczenia rosła, proporcja między pracującymi i niepracującymi będzie coraz trudniejsza.
To nie jest wyłącznie problem emerytur.
Mniej pracujących oznacza również:
mniejsze wpływy podatkowe,
mniej składek,
braki kadrowe,
wolniejszy wzrost gospodarczy
i większą presję na tych, którzy pozostają aktywni zawodowo.
## Dlaczego potrzebujemy imigrantów?
To prowadzi do tematu imigracji ekonomicznej.
W materiale pada argument, że przy malejącej liczbie ludzi w wieku produkcyjnym Polska potrzebuje osób, które będą:
pracować,
produkować,
płacić podatki
i uzupełniać braki kadrowe.
Debata o imigracji bardzo często koncentruje się na kulturze, bezpieczeństwie i polityce.
Jest jednak jeszcze wymiar czysto gospodarczy.
**Kto będzie pracował, jeżeli liczba osób w wieku produkcyjnym będzie systematycznie malała?**
Nie jest to argument za dowolną polityką migracyjną.
To po prostu problem matematyczny, którego nie da się rozwiązać samymi hasłami.
## Alternatywą jest większa produktywność
Jeżeli będzie mniej ludzi pracujących, istnieje jeszcze jedna droga.
Każdy pracownik musi wytwarzać więcej.
Potrzebujemy więc:
automatyzacji,
technologii,
sztucznej inteligencji,
lepszych maszyn,
większej ilości kapitału,
lepszej organizacji pracy
i większych kompetencji.
Wtedy mniejsza liczba pracowników może utrzymać wysoką produkcję.
To właśnie dlatego kapitał jest tak ważny.
Człowiek z koparką może wykonać pracę dziesiątek ludzi z łopatami.
Programista korzystający z automatyzacji może wykonać pracę, która wcześniej wymagała całego zespołu.
Bogactwo społeczeństwa nie zależy więc wyłącznie od liczby pracujących.
Zależy również od ich produktywności.
## Musimy tworzyć własny kapitał
Jest jeszcze jeden wniosek.
Jeżeli całe życie jesteśmy uzależnieni wyłącznie od wynagrodzenia, pozostajemy zależni od własnej pracy.
Pracujemy – zarabiamy.
Przestajemy pracować – dochód znika.
Dlatego warto stopniowo budować kapitał, który może pracować razem z nami.
Akcje.
Obligacje.
Nieruchomości.
Przedsiębiorstwa.
Metale szlachetne.
Inne aktywa.
Nie chodzi o to, żeby przestać pracować.
Chodzi o to, żeby z czasem coraz większą część naszego bezpieczeństwa finansowego tworzył **zgromadzony majątek**, a nie tylko kolejna pensja.
## Każdy powinien wiedzieć, ile naprawdę płaci państwu
W materiale pojawia się jeszcze jedna ciekawa obserwacja.
Bardzo niewiele osób dokładnie analizuje swoje podatki.
Najczęściej patrzymy na kwotę netto wpływającą na konto.
Tymczasem rzeczywisty koszt pracy jest znacznie wyższy.
Do tego dochodzą podatki płacone podczas wydawania pieniędzy.
Dlatego warto przynajmniej raz policzyć:
ile kosztuje pracodawcę nasza praca,
ile otrzymujemy netto,
ile oddajemy w podatkach i składkach,
ile płacimy VAT-u i akcyzy w codziennych zakupach.
Dopiero wtedy można realnie ocenić skalę udziału państwa w naszych dochodach.
## Ilu Polaków naprawdę pracuje?
Nie istnieje jedna odpowiedź.
Statystyk powie:
około 17 milionów.
Ekonomista może podzielić tę grupę według sektorów.
Jan Fijor proponuje jeszcze ostrzejsze rozróżnienie i pyta:
**ilu ludzi rzeczywiście wytwarza dobra i usługi finansowane dobrowolnie przez rynek, a ilu otrzymuje dochód z pieniędzy wcześniej pobranych od tej pierwszej grupy?**
Według jego publicystycznego rachunku jest to około 13 milionów osób.
Można dyskutować z metodologią tego wyliczenia.
Nie zmienia to jednak najważniejszego problemu:
**coraz mniejsza grupa ludzi aktywnych zawodowo będzie musiała utrzymywać coraz większą liczbę osób pozostających poza rynkiem pracy, jeżeli nie zwiększymy produktywności i liczby pracujących.**
## Najważniejszy jest właściwy kierunek
Rozwiązaniem nie jest atakowanie emerytów.
Nie jest nim atakowanie dzieci.
Nie jest nim również uznanie każdej działalności publicznej za zbędną.
Rozwiązaniem jest zwiększanie liczby ludzi, którzy mogą tworzyć wartość.
Ułatwianie działalności gospodarczej.
Budowanie kapitału.
Zwiększanie produktywności.
Usuwanie niepotrzebnych regulacji.
I pilnowanie, aby pieniądze zabrane podatnikom były wydawane rzeczywiście tam, gdzie są potrzebne.
Bo ostatecznie bogactwo nie bierze się z redystrybucji.
**Najpierw ktoś musi je wytworzyć.**
I właśnie o tym zbyt często zapominamy.
---
*Artykuł powstał na podstawie komentarza Jana Fijora. Przedstawione wyliczenie liczby osób „rzeczywiście pracujących w sektorze rynkowym” jest publicystycznym modelem autora, a nie oficjalnym wskaźnikiem GUS. Tekst ma charakter ekonomiczno-publicystyczny.*
Publiczny
Ilu Polaków naprawdę utrzymuje gospodarkę? Kto pracuje, a kto żyje z wytworzonego dochodu?
